• Wpisów: 15
  • Średnio co: 77 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 06:53
  • Licznik odwiedzin: 1 772 / 1238 dni
 
syamysocookie
 
                                                           Rozdział I.

“James Howlett.”


     Do tej pory żyłam trybem nocnym. Bałam się odrzucenia, dlatego okradałam bogatych ludzi nocą, a gdy miałam pecha, żywiłam się tym, co znalazłam na ulicy. Nie miałam stałego miejsca zamieszkania. Tak stan rzeczy doprowadził mnie do ruiny; moje czarne włosy były całe w strąkach, ubrania przetarte i ubrudzone a ciało posiniaczone. Żyłabym tak pewnie jeszcze przez wiele lat, gdyby jedna z moich stałych "restauracji" nie postrzeliła mnie i nie wyrzuciła na bruk. Tamtego dnia, a raczej nocy odnalazł mnie Charles Xavier. Z początku nie chciałam mu zaufać. Miotałam się, ale nie mogłam stawiać oporu w tak mizernym stanie. Zawiózł mnie do jakiegoś miejsca, odludnego. Tam mnie wyleczono, choć miałam słabe szanse na przeżycie; do rany wdało się zakażenie.  Ale oni mieli jakieś swoje magiczne sposoby. Już kilka dni później wyjaśnili mi gdzie jestem. Szkoła mutantów. Odetchnęłam z ulgą, ale nadal byłam nieufna. Profesor zaprowadził mnie do sali, w której spożywano posiłki. Kiedy weszłam, wszyscy na mnie spoglądali. Kulturalni ukradkiem, niezaciekawieni zerkali a ciekawscy gapili się na mnie, jakbym była.. sama nie wiem, jak to wyjaśnić. Charles szepnął mi do ucha, abym się nie przejmowała. Posłuchałam jego rady i usiadłam na wolnym miejscu. Nałożyłam sobie dużo jedzenia, i pochłonęłam niemal w minutę. Jeszcze nigdy nie miałam w ustach czegoś tak rozkosznego. Sekunda na sekundę, ludzie.. sorry, mutanty traciły zafascynowanie mną i pogrążali się w rozmowie z sąsiadami. Tylko jedna osoba przeszywała mnie wzrokiem. Zniesmaczona tym wrogim, jak mi się wydawało, spojrzeniem wyszłam z sali i poszłam do mojego pokoju, który wcześniej pokazał mi profesor. Był niewielki, ale przytulny. Podeszłam do dużego okna, i zobaczyłam w nim swe odbicie. Byłam zaskoczona. Moje ubrania... były zastąpione czarnym kombinezonem, a włosy były lśniące i związane w schludny warkocz. Byłam też czysta, i nic mnie nie bolało. Uśmiechnęłam się i wpatrywałam w widok za oknem.
- Doktor Jean Grey zrobiła niezłą robotę, co? - usłyszałam czyjś głos i niemal nie wyskoczyłam w powietrze. Odwróciłam się i zobaczyłam opaloną kobietę, o srebrzystych włosach, opierającą się nonszalancko o próg. Zapomniałam języka w gębie, i w ogóle, jak się mówi.
- T-tak. - wyjąkałam. - Podziękuj jej.
Skinęła głową podchodząc do mnie. Chciała złapać mnie za rękę, ale ja cofnęłam się krok w tył. Mój instykt mną przewodził, chociaż uważałam, że ta kobieta jest całkiem miła i nie miałam jej nic do zarzucenia. Ona, zaprzestała dalszych prób, ale została na miejscu.
- Nazywam się Storm. A ty, jeśli można wiedzieć, to..? - spoglądała na mnie z ciekawością, ale nie z natarczywością, jak ludzie z stołówki. Ona patrzyła z uprzejmością. Jej pytanie jednak mnie zastanowiło. Właściwie nie mam pojęcia, jak mają mnie nazywać. Odchrząknęłam, zaczerwieniłam się i otworzyłam usta, ale ktoś mi przerwał.
- Daj jej spokój. To jej pierwszy dzień, musi być zmęczona. Pod poduszką masz piżamę. Jutro śniadanie o siódmej, więc dobrze się wyśpij. - powiedziała jakaś brunetka z siwym pasmem włosów. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie i zatrzasnęła za sobą i za poprzedniczką drzwi z głuchym trzaskiem. Zostałam sama w pomieszczeniu, ale byłam już senna, dlatego według rady wyciągnęłam piżamę; ciemnawą, nieco na mnie za dużą z wielkim X na brzuchu. Dla upewnienia sprawdziłam, czy wszystko jest dobrze pozamykane i się przebrałam. Rozplotłam warkocz. Odłożyłam złożony kombinezon do szafki, jak na razie pustej. Wślizgnęłam się do łóżka i mimo wielkiej chęci zaśnięcia, nie spałam niemal do jedynastej, nieprzyzwyczajona do ciepłego łoża. Na dodatek budził mnie najcichszy szmer, a dużo mutantów się tu kręciło późną porą. Kiedy usłyszałam skrzypiące zawiasy m o i c h drzwi, zerwałam się na nogi w pełnej gotowości. Do pokoju niewzruszenie wszedł facet, który się na mnie gapił przy kolacji. Usiadł na łóżku i to samo polecił mi gestem. Posłusznie dołączyłam do niego.
- Jaką masz moc? - spytał szepcząc i patrząc mi głęboko w oczy. Wzruszyłam ramionami i wbiłam wzrok w podłogę.
- Nie.. - zaczęłam.
- Ty wiesz. Ja to czuję. Dlaczego boisz się powiedzieć? Każdy z nas ma niezwykłą moc, i to właśnie dlatego tu jesteśmy. Powiedz. - ujął delikatnie mój podbródek i skierował moją twarz na niego. Wahałam się. Wiedziałam, bardzo dobrze wiedziałam jaką mam moc. Ale bałam się jej.
- Ja... potrafię wskrzesić umarłych i panuję nad żywiołem ziemi. No wiesz. Drzewa, stawy, jeziora, trawy nawet.. zwierzęta no i ludzie. Ale nad mutantami nie mam kontroli. Nie wiem dlaczego tak jest, taką mnie stworzono. - powiedziałam w końcu, i po wyjawieniu tego, rzeczywiście, poczułam się lepiej. On skinął głową i wyszedł, bez słowa. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć, dopóki nie zobaczyłam małej, wygniecionej karteczki:
                             "James Howlett, znany powszechnie jako Logan, a tutaj jestem po prostu Wolverine. Zawsze do usług."
Uniosłam brwi, ale po chwili spałam już wyczerpana.



                     ♥♥♥
Mam nadzieję, że się wam spodobało :) A tak zbaczając z tematu, to u mnie cały dzień pada deszcz.♥ Ja uwielbiam jak pada.. wtedy jest takie świeże, cudowne powietrze, i ogółem jest tak magicznie! Druga sprawa jest taka, że jak pojadę do kuzynki, to na jej laptopie sobie udekoruję bloga ;)

                      ♥♥♥
Kolejna rzecz, którą chciałam wam powiedzieć, to to, że sąsiadka mi dała swoją starą, porcelanową lalkę. Od zawsze do lalek, figurek i innych bibelotów miałam słabość. Podjęłam się więc odnowy tej zniszczonej lalki, bo jest piękna, i nie chcę by trafiła na wysypisko śmieci. Lalka ma małe pęknięcie, rysę idącą przez prawe oczko, zniszczone włosy i nie ma jednego kawałka stópki. To wszystko jednak da się naprawić. Pęknięcie zasłoniłam grzywką, z rysy zrobiłam atut i lalka wygląda  tajemniczo i pięknie, włosy umyłam i rozczesałam, i są cudne a co do stopy, to już zakupiłam super blue. :) Lalka ma gęste, rude włosy. Tajemnicze, cudowne zielone, kocie oczy, mleczną cerę a ubrana jest w szmaragdową, cudowną suknię. Jest stara, ale ma w sobie taką magię, jest taka piękna i wspaniała. OMG.Uwielbiam ją, ale nadal nie ma imienia. Nadal myślę. Kocham porcelanki <3

                    ♥♥♥
Bye, bye!

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego